RSS
czwartek, 08 lipca 2010
joł bez podtekstów.
Rekreacyjnie napiszę, dla przyzwoitości jakiejś, raz na jakiś czas człowiek może, i tak blog ten opadł na dno internetowego niebytu, jako, że nieaktualizowany częściej niż raz na długi czas a też internet to zbyt kiepskie miejsce by blog mógł stanowić formę pamiętnika czy choć namiastki czegokolwiek poważnego, dlatego też pozostanie aktualizowanym raz na długi czas zlepkiem fikcyjnych i nie: postękiwań, zachwytów, ochów achów i bechów, spostrzeżeń, cytatów, rzygów. A i nie jeden raz czytelnik zostanie wyszydzony w sposób okrutny, acz niezauważalny przez jednostki którym do naczelnych bliżej niż dalej.

Więc wróciłem z Krakowa, wróciłem na wakacje, tu spokój niby, powietrze czyste, gościu siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie, tu cieplej, tu zieleniej, tu obiadki, tu zawsze świeży programtv, tu lepiej. Ale denerwuję się, uwięziony się czuje, mój pokój przez czas mej nieobecności stał się składowiskiem rzeczy różnych, nie czuję się tu u siebie, tęsknie za powolnym rytmem poranka i długimi wieczoronocami pod partronatem Józefa-Żyda. Ale może i tu da się coś wyczarować, wyrzucę to wszystko z pokoju, rozpakuję swój plecak, wpuszczę muzykę w kąty, jakoś oznaczę swoje terytorium i może jakoś się uda.

N zaś siedzi w jakiejś zabitej dechami wiosce, gdzieś w Bieszczadach i bada. Bada, a ja tu sam. Bada jak Baada ya kazi. A ja tu zostałem i jedynie trzypotrzy raz dziennie. Pojechałbym tam, zrobił zdjęcia, nawiązał kontakty w czym jestem dobry, chłopi spod sklepu to jest to. Można się wszystkiego dowiedzieć.

Nie lubię ludzi bez wyrazu jakiegokolwiek. Bez błysku w oku. Bez emocji. Ludzi, których jedynym planem jest, że zaczepią się jakoś w handlówce tej firmy tam i jakoś będzie, ponoć od razu dają tysiącpińcet i służbowy telefon, a idzie i nawet samochód dostać, a pijesz w łikend? Kurwa. I tych po prostu bez wyrazu też nie lubię. A najbardziej, najnajnajbardziej, nie lubię ludzi którzy mnie wkurwiają po prostu. Nie wiadomo co, nie wiadomo gdzie, ale wkurwia. Mówi i wkurwia. Siada i wkurwia. Patrzy i wkurwia. Pyta i wkurwia. Tak, jestem, kurwa, socjopatą. Lubię tylko niektórych. Nie wiem czy łatwo czy trudno jest zdobyć moją sympatię. Z jednej łatwo, z drugiej nie. Może po prostu ktoś jest ok, a ktoś mnie wkurwia.

Od chuja ten blogasek, jak nawet nie mogę napisać kto mnie wkurwia. Mam całą listę ludzi którzy mnie wkurwiają.

5minut.

Sram na was.
01:31, cykajacyfotki
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 czerwca 2010
you can leave your hat on.
16:25, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010
On mówi wprost do niej doba za dobą
Ona widzi, że on mówi gdzieś dokładnie obok
On prawdopodobnie rzeczywiście sobą jest
Ona wie, że to słowa ją zwiodą gdzieś
On metodą chce ją zjednać milknie jak spowiednik
Więc ona otwiera się na chwilkę przed nim
A on biedny słucha i nie słyszy nic mimo starań
Ona to widzi, słabnie jej wiara
On myśli zaraz przecież to język ten sam
Ona także widzi więzy gdzieś tam
I gdyby sprężyć się tak myśli on to może przynieść pomoc
Ona też tak myśli a ja myślę : Gdzie metronom ?
To ponoć on na 4/4 zwykł nudzić ją
Ona zaś na 3/4 mówi doń
jak papugi, bo ten dialog będzie martwy
póki razem nie przemówią na 7/4
01:28, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 czerwca 2010
wcale mi się to wszystko nie podoba.
03:35, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 czerwca 2010
niskie pobudki.
Lato, lato przyszło, panowie, panie. Weszło, pojawiło się z przytupem, z pełnym rozmachem, wszystkie służby w stanie gotowości, bez pitu-pitu, bez uchylania kurtyny i spoglądania z rumieńcem na publiczność, weszło zdecydowanie, bez zażenowania rozebrało się do naga i stanęło w drzwiach wyzywająco, żadne tam nóżka o nóżkę, kolanka razem. Weszło na pełnej kurwie, jak niektórzy zwykli mówić. Między nami, prawdopodobnie to ja przywiozłem lato - ze słonecznego Egeru w butelkach z napojem koloru słomki. A, że lato, to słońce, to siły witalne. Wszak trochę duszno jest, trochę lepko, ale jest słońce, temperatura odpowiednia. Z tej okazji porzuciłem zatłoczone krakowskim mieszczaństwem i klasą robotniczą tramwaje, a za środek lokomocji obrałem sobie mój piękny czerwony rower, rocznik 85', numer seryjny sześćdziesiątpięćtysięcysześcsetileś. I przemieszczam się z entuzjazmem, przaśnie jest. Dziś zakupiłem 20dag świeżo mielonej kawy, ciemno palona mieszanka włoska. Zakupiłem też 40g świeżego, lekko wilgotnego tytoniu marki Drum. Muzycznie hiphop, kocham, uwielbiam te werble, te loopy, te ciężkie stopy i te historie, tę interakcję: oni mi opowiadają, a ja słucham. To rozmowa, rozmowa intymna. Choć w związku z latem chętki muzyczne na coś lekkiego, czilałtującego, nie mam pojęcia co wybrać, wszelkie propozycje mile widziane. Najczęściej słyszane przeze mnie ostatnio słowo to 'sesja', spokojnie mówię sobie, ale obawiam się ulegnięciu społecznej presji, boję się wciągnięcia przez nurt w sam środek tego wiru i martwienia się egzaminami, zaliczeniami, terminami i resztą tych mało pozytywnych zdarzeń. Chciałbym jednak pozostać zdystansowany, wtedy o wiele łatwiej będzie, jednakże zdobywanie notatek, chodzenie na zajęcia wymaga kontaktu z powszechną paniką i postękiwaniem, co siłą rzeczy w końcu zaraża. Tymczasem zafascynowanie kawą i kuchnią. I tęsknie do południowych krajów, Chorwacja albo Włochy, tak sobie myślę. Cholernie kuszące są te uliczki, te śniadania w knajpkach, ten zwolniony tryb życia, gdzie nikt się nie śpieszy, bo jest za ciepło by gdzieś gonić, by się przejmować, by gdzieś się śpieszyć, zresztą po co, skoro na stoliku aromatyczne espresso, papieros i gazeta, a w tle miła, kojąca muzyka? I ten ich dystans, cała ta mentalność. Że jeździ tam się rowerem albo wyblakłym od słońca, niebieskim Renault 4, nie trzeba mieć nowego volkswagena albo toyoty z piętnastoma poduszkami i systemem hajfi harman-kardon. I te uliczki, te wypalone słońcem elewacje uroczych małych domków.

Z przyjemnością przeczytałem ostatnio "niskie pobudki" świetlickiego. się poleca.
23:46, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 maja 2010
.
15:58, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 maja 2010
Akcja dzieje się w tramwaju numer 8, relacji Bronowice Niewielkie - zBorek Fałęcki. Za mną zakochana para żywo dyskutuje o smsach i połączeniach za grosze w Orange, liczy z podnieceniem grosze na kontach swych komórek - "Jak sie włancza ten pakiet?'. Pewnie jak wrócą, każde do siebie, będą toczyć nocne esemesowe rozmowy do białego świtu. Naprzeciwko jakaś Pani w ubraniu z innej epoki rusza nerwowo oczkami - jej wielkie białka służą jako przestrzeń malutkim, nerwowo poruszającym sie źrenicom. Wygląda, jakby była po sporej kresce. Jej włosy są kruczoczarne, a właściwie były, bo teraz są mieszanką wyblakłego czarnego i blond odrostów. Pan stojący nade mną, patrzy z wyrzutem, więc ściągam z sąsiedniego siedzenia biodegradowalną siatkę z zakupami. Ten rzuca w eter jakiś zgryźliwy komentarz i wskazuje swemu koledze miejsce siedzące. Ten rozsiada się obok mnie, pierwszy komentuje, że też by sobie usiadł. Chuja, panie. Panowie to tacy dwaj wszystkowiedzący prawie-emeryci. Ten typ, który zawsze głośno, z miną znawcy komentuje wszelkie wydarzenie sportowe, a w szczególności formułę pierwszą i mecze piłkarskie, a także wszelkie niusy polityczne. Mają wąsy, okulary, szpakowate pozostałości włosów, kurtki kupione jeszcze za talony, za dobrych czasów, które odeszły z powodu tego jebanego kapitalizmu. Mój sąsiad ma też złoty sygnet z ogromnym czerwonym plastikowym oczkiem, które rzuca wesołe bliki na lewo i prawo. Grubas, który zajmuje miejsca za trzech musi znosić niechętne spojrzenia innych pasażerów. Jest tłoczno i duszno. W końcu nie wytrzymuje presji i z niemałym trudem, wytacza się z tramwaju. Po drodze jeszcze mamuśka z przyrośniętym do twarzy wkurwem, jakiś alternatywnie ubrany młody człowiek, znaczy ma rajbany, arafatkę, marynarkę z rękawami 3/4 i rurki, które spadają mu do połowy dupy. Pierwszy z prawie emerytów wciąż rzuca mi wyzywające spojrzenia, przy okazji komentując żywo bieżące wydarzenia tramwajowe, zaczepiając kobiety i udając wielkiego maczo-cwaniaka - wydaje mu się chyba, że ma lat 25, taka forma autoterapii. O, i proszę, już Stradom. Tak właśnie wyglądają podróże linią 8.
22:44, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 maja 2010
Juwenalia niby, ale jakoś mało uczestniczę, brak ciekawych koncertów, odstraszają też masy ludzi, błoto, aura. W tamtym roku było ciekawiej. Jutro za to kroki swe skieruję do Pauzy, aby posłuchać Matthew Herberta.

Maj nadszedł, a wraz z majem Krakowski Miesiąc Fotografii. Na razie dane było mi zobaczyć ciekawe prace Pawła Bajewa, niezrozumiałe prace Johna Stezakera oraz wystawę Kamila Zacharskiego, której jedynym pozytywnym punktem było to, że wracając z niej znalazłem atrakcyjną cenowo palarnię kawy. Ale wystaw i wydarzeń towarzyszących moc, tak że mam spore nadzieje, na pewno znajdę coś dla siebie.

Długi weekend spędziłem w górach i w Żywcu - było mokro, ale bardzo miło, ciekawie, nie zabrakło zmęczenia, błota na butach, 'kurwa,pierdolę,dalej nie idę', zgubienia się, śmiechu etc.

Pozdrawiam panów policjantów, ktorzy odwiedzili mnie we wtorek, miło się gawędziło.

Dni ostatnie spędziłem na szeroko pojętym lenieniu się razem z Nat. Powrót do równowagi jakiejś, czuję się lekko uzdrowiony, natchnięty.

Czasem warto wziąć się w garść i mimo wszelkich niesprzyjających spraw, wziąć aparat i wyjść. Zrobiłem sporo fajnych fot, właśnie wyciągnąłem kliszę i zgrałem kartę, będzie długa noc.

Etnodizajn mnie urzekł, zapraszam na bulwary.

KawaKawaKawaKawa.
00:09, cykajacyfotki
Link Komentarze (2) »
środa, 28 kwietnia 2010
04:38, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 kwietnia 2010
Pierdolę kierowców, cyklistów, dziennikarzy, piosenkarzy, neofaszystów, cinkciarzy, kawiarzy, szafiarzy i szafiarki. Pierdolę dzieci-kwiaty i neokatehumenów. Pierdolę żydów i masonów, turystów i przewodników górskich i niegórskich. Pierdolę fotografów-amatorów, malarzy, poetów krakowskich i niekrakowskich. Pierdolę połykaczy noży i ulicznych performerów. Pierdolę polityków, nieślubne dzieci, pierdolę studentów zaocznych, pierdolę człowieka-kota z chatroulette. Pierdolę nastolatki w najkach z językiem na wierzchu, pierdolę nastolatków w raybanach z zaczesem na bok. Skejtów i łyżworolkarzy i biegaczy nadwiślańskich. Pierdolę studentów patu i studentów kulu. Pierdolę głupie dupy. Pierdolę ludzi ze zbyt wysokim mniemaniem. Pierdolę taksówkarzy. Pierdolę policjantów i pijaków i strażaków miejskich. Pierdolę adama mickiewicza i pierdolę krakowską skarbonkę. Kurwy na długiej i kurwy na krótkiej i kurwy na szerokiej i wszystkie kurwy świata. Pierdolę stypendystów, asystentów i asystentki, kulomiotów, sprinterów, biegaczy narciarskich i ciężarowców. I tirowców i tirówki. I dostarczycieli pizzy i listonoszów i palaczy zioła i palaczy papierosów. Alkoholików, seksoholików, bulimików.

Mam nadzieję, że się nie powtórzyłem i że ktoś poczuł się urażony.
23:42, cykajacyfotki
Link Komentarze (1) »
Wiosna przyszła, nadeszła, uderzyła całym arsenałem swoich zapachów, całą swoją jaskrawą zielonością, słonecznością. Ale pod tym makijażem jest mi szara, łzawa, deszczowa, zapłakana, w podartej niby to zielonawej, niby szarej, niby brązowej sukience. Z dupy ta wiosna. Niby jest idealnie taka jak być powinna, mnie jednak męczy. Słońce mnie razi, temperatura nie cieszy. Zielono niby, ale moje oczy, zdaje się, nie przywykły i wcale się nie cieszą. Miotam się w różnych nastrojach - to wypierdoliłbym wszystkie aparaty, to rozpieprzył laptop o ścianę. To znów spaliłbym jurnym ogniem wszystkie zeszyty. Wyjechałbym gdzieś najchętniej, męczy mnie krakówek. Krakówek śmierdzący; te chodniki usłane psim gównem, ci krakowscy centusie, anglicy, tramwaje, korki na ulicach, hałas. Męczy mnie ten pokój. Ani kawa ani fajki nie smakują jak powinny, wszystko się wali. A tak marzyłem o tej wiośnie. Nie mam siły na jej realizowanie, wykorzystywanie, na seks z wiosną. Jestem tak cholernie zmęczony. Zasnąłbym, zasnął i obudził się na następną wiosnę. Nie mam siły, bo nie mam celu.

Ktoś przewidział tę wiosnę, bo staniała wódka
i łatwiej się przyglądać, jak powoli żółkną
listy, których nie wyślę, bo nie mam do kogo,
zdjęcia, których nie spalę, bo nie mam powodu.
23:18, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 marca 2010
Fotografuję ludzi na ulicy, a później kłamię im, że jestem fotografem.
19:18, cykajacyfotki
Link Komentarze (1) »
Od czwartku czilałtowo, od czwartku, kiedy to pomyślnie zaliczyłem spotkanie z jakże miłym memu sercu panem J. Miło było, nie powiem, porozmawialiśmy o fizyce takiej i owakiej, porozpuszczali wspólnie nad tym jak niesamowicie ułożony jest świat, przedyskutowali czym jest muzyka z punktu widzenia fizyki. Git majonez, maj kohones. No i nie bez znaczenia też pogoda dni ostatnich, gdy Plac Nowy około 22 wygląda jak Plac Nowy w ciepły letni wieczór. A i miłe spędzenie czasu. Bo i na ostrego się przyplątałem, bo i zdjęcia popełniłem, bo i z moją najlubiejszą czas pospędzałem w jakże miły memu sercu sposób, i pospacerowałem po krakowskich okolicach spacerowych i małą bibkę zaliczyłem, no w deskę, jednym słowem. Mam nadzieję, że wiośnienie się świata będzie nadal posuwać się do przodu, aż do nieskończoności, że zieloności nie zabraknie, że jaskrawość obejmie cały Krakówek, a przede wszystkim moje okolice, chuj tam z Hutą czy Kurdwanowem, a nawet z Krowodrzą Górką, niechże tam nawet śnieg sypie, byle mnie tam jakiś czort nie wygnał w jakiejś sprawie. A teraz noc ma się ku porankowi, ja sobie siedzę, jest w deskę, słucham afrykańskich dźwięków, przypadają mi bardzo do gustu, przaśnie w pokoju jest, rysuję sobie (a co!), popijam herbatkę, rano pójdę pofotografować, pójdę na zajęcia, zająćka, a gdy mi się zachce, pójdę spać. Uch, to niesamowite, jak przeciągająca się sesja przygważdża człowieka. Wolnym żem, jak ptak, czuję to w każdej mej kości i w każdej chrząstce.

A teraz czekam na rozwiosennienie się świata na tyle by można w góry iść, w góry, w góry, do góry i na dół i do góry, tak, tak, tak!
05:26, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 marca 2010
Co słychać? No standard, wchuj standard. Pan Fizyczyn powrócił z zagranicznych wojaży, łaskawie nas przeegzaminuje, jutro kurwa, jutro dzień zagłady. Żygam Hamiltonianami, równaniami Schroedingera, kwantami energii, rozpadem beta w wersji plus i minus, przemianami jądrowymi egzo- i endoenergetycznymi, modelem kroplowym i barierą potencjału, tym całym stekiem 'bzdur', który choć może i szalenie ciekawym, to niekoniecznie w dzień przed egzaminem, szczególnie gdy opanowało się zaledwie połowę materiału. Ach, kurwa, to beznadziejne, że jest 13 marca, a u nas wciąż sesja, sesyja, suka bezwzględna. Mam po dziurki w nosie, frustracja na pełnych obrotach. OSTR, Cadillac Dale. Kurwa, kurwa. Piszę sobie drogi pamiętniczku, aby się wyżalić, aby pokrzyczeć sobie, aby wydalić z siebie, nie miej mi za złe tej tony frustracji, wszelkich wulgaryzmów i nieskładnych gramatycznie zdań.

Ha, hadouken!
02:31, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 marca 2010
się_sączy.
Się sączy.
Sączy się muzyka.
Sączy się fizyka.
Wino się sączy.
Sączyły się napoje energetyczne.
Sączy się dym.
Sączy się myśl.
Sączą się plany.
Na przyszłość nieprzyzwoicie bliską.
Sączy się noc - jest gęsta niczym jakaś oleista, ciemna ciecz.
A ranek noc zalewa, miesza się, jak kawa z mlekiem - najpierw nierównomiernie, smugami, nitkami, tu białe, tam czarne, by w końcu uzyskać jednolity kolor.

Czas spać. Budzik na 8.30 wszak.

Jutro sączyć się będzie sącz.
06:11, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lutego 2010
w gruncie rzeczy.
No to co.. Jest 8:14, sekund 27, ranek jak jasna cholera, słońce wiosennie wdziera się do pokoju, pokonując barierę żaluzji rozszczepia się na paski, paseczki, wersy na podłodze. Za oknem słychać kwilenie ptaków. Odbywam poranną rozmowę z Miśkiem. Wiosna nadchodzi, bo jakoś tak przaśnie mi, rześko tak, w deskę, jednym słowem. Zwyczajnie piję sobie herbatę z paroma kroplami mleka, popalam papierosa, czytam o cyrkulacji wektora prędkości, w deskę, słowem jednym. W głośnikach 2pac nawija o tym co na dzielni, co u niego, co u tamtego, esztemeszte, dzwoni wiśnia i tak dalej. O 15 mam egzamin, ustny, przejebany w gruncie rzeczy, co więcej, w gruncie rzeczy nie umiem nic jeszcze, co mogłoby radykalnie zmienić obraz tego poranka. Ba! powinno wręcz, to należy do obowiązków takich okoliczności. Ale luz, blues na sercu, pogoda jak w capri. Podejrzane wysoce, ale jest jak mówię, czytelniku drogi. Z optymizmem spoglądam, dlaczegóżby nie.

W gruncie rzeczy jest jak być powinno, życie idzie dobrym torem, z nadzieją czekam na w pełni wiosenne słońce.
08:24, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2010
Ferie, no. Czas spędzam z siostrą i bratem, niech korzystają z mej uspokajającej obecności pełnej blasku, czerpią z mej wiedzy i doświadxczenia jak sarna z źródła wód. Miło pobawić się z moją małą siostrą (o zgrozo! kucykami!) czy posiedzieć z bratem, dobry gość się z niego robi, widać, że dorasta.

Jutro krakau kam bek i zajmę się innymi rzeczami, a weekend zapowiada się ciekawie, plany są nad wyraz interesujące, panie Neptunie, władco mórz, ja panu mówię, panie Neptunie.

Muzycznie.. muzycznie zdecydowanie elektroniki i hip-hop. Chyba dwa moje rejony. Wracając do domu, sentymentalnie wróciłem do starej muzyki - a więc jest W Wyjątkowych okolicznościach, są Początki Rycha, Tabasko, jakieś zakurzone mikstejpy, jest Pizdefka i Kaliber. O Pizdefce przeczytałem książkę, scenariusz napisany przez Macieja Pisuka, do filmu, który nie powstał. Fajnie, acz to nie to, rzeczę ja. Poza tym jest Public Enemy, The Pharcyde, jakieś tam łestsajdy, istsajdy etc, poza tym trochę elektro i trochę dubstepu. Strasznie cieszy mnie moja otwartość na muzykę, na kulturę, na różne poglądy, zajęcia. To dobra sprawa jest.

Po feriach muszę poszukać trochę nowych wrażeń.
17:42, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2010
Dżizas, ideał sięgnął bruku, rozwiązuje quizy na facebooku. Jednocześnie umacniam się w przekonaniu, że ni chuja nie wiem o co chodzi z tym facebookiem. Czemu ma służyć? No czymże się wszyscy tak podniecają? Co jest fajnego w tych quizach, farmach, dodawaniu fotek, kolekcjonowaniu znajomych, komentowaniu statusów, ściganiu się w jakichś durnych fleszówkach itd? Ale coś być musi, skoro portal ma 400milionów użytkowników.
03:06, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
Męczą mnie te wszystkie fotky fikusów, cycków, przebiśniegów, ślubów, artystycznego_chujwieco, ptaków zza okna, wpadających do szklanek cytryn itd. Chciałbym z tego miejsca polecić Rafała Milacha. Chyba najzdolniejszy młody polski fotograf. Do obejrzenia któregoś wieczoru - klik
02:33, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2010
Uroczyście kończę noc z Wytrzymałością Materiałów. Uroczyście - z papierosem i wodą mineralną z plasterkiem cytryny. Och, uch, bogowie rzymscy - cóż to za piękny przedmiot - ta wytrzymałość materiałów, zwana pogardliwie wytrzymką, lub (szczyt fantazji studenta agh) - wydymką, gdyż przedmiot ten wydymał, dyma i wydyma rzesze.

Po całonocnej batalii, przygotowanym żem jest. Zatrważające, że w sytuacji zwanej potocznie 'nożem na gardle' potrafię nauczyć się tyle, ile normalnie uczyłbym się przez 3 dni. Zatrważające, bo zapewne mógłbym taką noc spędzić gdy trzeba było, parę miesięcy temu, a teraz przeżywać gorliwie fazę REM i cóż - bimbać sobie. Ale czymże byłoby życie bez przygód i adrenaliny. Tak więc - ahoj przygodo!

Sponsorem wieczoru byli: ci(iiiii)sowianka lekko gazowana, cytryna od czikity i czekolada, której nazwy nie pomnę, zaś patronat medialny objęli: dubstep.fm oraz znany śląski watażka, Skorup, którego serdecznie pozdrawiam z tego miejsca.

Zapraszam na kolejne noce festiwalu: mechanika płynów (śr/czw - 3/4.02), termodynamika (czw/pt - 4/5.02), fizyka w dwóch wydaniach (nd/pon oraz wt/śr - 7/8 i 9/10.02) oraz elektrotechnika (czw/pt - 11/12.02). W wypadku dużego zainteresowania, możliwe powtórki seansów w dalszych dniach lutego.
05:38, cykajacyfotki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24